or There and Back Again with photographs

Finansowe i techniczne podsumowanie, czyli ile kosztuje 6-miesięczna podróż dookoła świata

Kirgiskie dengi.

Kirgiskie dengi.

Finanse

Trudno rozmawia się o finansach, jest to temat kłopotliwy, czasami wręcz tabu (prawie jak wyniki z LEKu). Pamiętam, że przed wyruszeniem, w trakcie planowania, szukaliśmy informacji, ile może nas kosztować dłuższy wyjazd. Nie pamiętam natomiast, żebyśmy znaleźli coś konkretnego poza “to zależy, ile chcecie wydać”. Dlatego aby wesprzeć internet w odpowiadaniu na pytanie “ile kosztuje podróż dookoła świata” zamieszczamy ten ekshibicjonistyczny wpis.

Wszystkie kwoty w tekście dotyczą dwóch osób, to nie są koszta na głowę.

Pół roku temu pisałam, że nasz zakładany budżet wynosi maksymalnie 40 tys. złotych. Bardzo nam zależało, by się w tej kwocie zmieścić. Jeszcze przed wylotem wydaliśmy 9,5 tys. na loty i 2,5 tys. na wizy, szczepienia, uzupełnienie ekwipunku turystycznego i jedzenie na drogę (czyt. na część Islandii).

Ostatecznie już w trakcie podróży dokupiliśmy bilety na jeszcze dwa nieplanowane loty (Kaszgar-Osz i Almaty-Praga). W międzyczasie otrzymaliśmy zwrot kosztów lotniskowych niewykorzystanych biletów powrotnych. Suma summarum na sześć lotów dla dwóch osób z bagażem rejestrowanym wydaliśmy 12 015 zł (około tysiąca na bilet).

Wydatki na wyjeździe zapisywaliśmy codziennie z aptekarską starannością w Excelu używając waluty lokalnej i przeliczając według aktualnego kursu na złotówki. W związku z tym, że kursy walut się wahają koszt ostateczny również. Przykładowo, gdy w Stanach wydawaliśmy dolary kurs wynosił 3,6 teraz to około 4 zł, a jeszcze w listopadzie wynosił ponad 4,2. Przy naszych wydatkach daje to różnicę około tysiąca złotych do ostatecznego podsumowania. Wydatki podzieliliśmy na poszczególne kraje, natomiast nie zrobiliśmy osobnych rubryk na transport, jedzenie, noclegi. Szkoda, ale teraz już nic na to nie poradzimy.

I tak przez 10 dni pobytu na Islandii wydaliśmy 115€, czyli około 500 zł na dwie osoby. Ta niewielka kwota wynika z: przemieszczania się tylko i wyłącznie autostopem, spania pod namiotem na dziko (tylko jeden nocleg był płatny – w Landmanalaugar) oraz posiadania zapasów jedzenia jeszcze z domu, które starczyły nam na ponad połowę wyjazdu.

Ponad 3 tygodnie na Alasce kosztowały nas $545, czyli około 2175 zł. Większe wydatki niż wcześniej wynikały z konieczności zakupu bearspraya (gazu pieprzowego na niedźwiedzie, naszej jedynej broni) i zrobienia dużych jedzeniowych zapasów. Wciąż poruszaliśmy się autostopem i dużo spaliśmy na dziko albo na kempingach na cudzych (już zapłaconych) parcelach korzystając z gościnności innych turystów. Couchsurfing też odegrał niemałą rolę.

Kolejne 3 tygodnie spędzone w Kanadzie to koszt około 360 CAD, czyli na złotówki – 1110 zł. Na drodze stanęło nam dużo pomocnych ludzi, którzy nie dość, że podwozili nas tysiące kilometrów to jeszcze proponowali nocleg i nierzadko jedzenie. Poza tym Kanada jest tańsza niż Alaska, a kanadyjski dolar stoi o złotówkę gorzej niż amerykański.

Na miesiąc w tzw. “lower 48th”, czyli główne stany USA, z których tym razem zobaczyliśmy cztery (Montana, Idaho, Oregon Washington) wydaliśmy $608, czyli 2430 zł. Tutaj do autostopu, namiotu i couchsurfingu dochodzi koszt tygodniowego wyjazdu tzw. “ogórkiem”, kiedy to płaciliśmy za benzynę. Dodatkowo odwiedziliśmy kilka miast co wiązało się z wydatkami w stylu wspólne wyjście na piwo czy pizzę.

Kolejny kraj – Chiny. Tu w ciągu 6 tygodni pozbyliśmy się 5500 zł; więcej niż wydaliśmy w dużo droższych Stanach. Minimum połowa tej kwoty to koszt transportu, głównie pociągów. Dodatkowo mimo wielu couchsurferów stosunkowo często nocowaliśmy w hotelach, już nie pod namiotem, i żywiliśmy się w knajpach, a nie parówkami z kuskusem z kuchenki turystycznej.

Na dwa tygodnie Wietnamu przeznaczyliśmy 1400 zł. Wietnam jest tańszy niż Chiny, swobodniej się po nim podróżuje i generalnie trochę żałujemy, że nie byliśmy w stanie (przez ograniczenia chińskiej wizy) pobyć w tym kraju dłużej.

Miesiąc w Kirgistanie kosztował nas 2780 zł. Mieliśmy tylko jedną couchsurferkę, ale był to i tak płatny nocleg, poza tym cały czas w hostelach lub hotelach. Jedzenie praktycznie wyłącznie na mieście. Mając to wszystko na uwadze widać, że Kirgistan jest naprawdę tani.

W ciągu pięciu dni w Almaty wydaliśmy 288 zł a z kolei w Pradze w trzy dni zostawiliśmy 326 zł.

Całość daje w sumie około 16 550 (pobyt) + 12 015 (loty) + 2 500 (wizy i inne) = 31 065 zł 

Nie jest to jednak ostateczna kwota, bo po drodze w różnych okolicznościach (zdecydowanie miłych) zostaliśmy obdarowani 200 dolarami amerykańskimi i 100 dolarami kanadyjskimi. Zamknęliśmy się ostatecznie w 30 tysiącach bez kilku złotych. Średnie dzienne wydatki wyniosły 95,7 zł na dwie osoby; mało, gdy weźmie się pod uwagę, że w to wchodzi transport, nocleg, jedzenie i atrakcje turystyczne dla dwójki.

Koszta podzielone na kategorie.

Koszta podzielone na kategorie.

Ekwipunek

Michałowy reżim bagażowy zaprocentował zaskakująco lekkimi plecakami (mój 7 kg, jego ok 16 kg wraz z jedzeniem). Obawiałam się, czy nie zabraliśmy za mało ubrań, ale muszę przyznać, że z kilkoma drobnymi korekcjami nie mogłam się lepiej spakować. I tak, da się chodzić 6 miesięcy w jednej parze spodni, jednym T-shircie i jednej koszulce na długi rękaw, a optymalna ilość bielizny to 4-5 par i naprawdę wystarczy. Tu podlinkowuję szczegółowy spis naszego ekwipunku: część 1 i część 2.

Zminimalizowany sprzęt fotograficzny okazał się być bardzo podręczny. Michał gorąco poleca rezygnację z wielkich aparatów. Sony miał najczęściej pod kurtką (co jedynie delikatnie ją wybrzuszało), łatwo było po niego sięgać, zmieniać obiektywy, a szyja nie bolała od uwieszonego na pasku ciężaru.

Zgrupuję wybrane elementy bagażu w dwie listy: najbardziej i najmniej przydatnych rzeczy na wyjeździe, przy czym pomijam większość sprzętu kempingowego jako oczywistości takie jak namiot, śpiwór, kuchenka, chociaż każda z tych rzeczy zdała egzamin na piątkę.

Najbardziej przydatny ekwipunek

  • powerbank 20 000 mAh – w sytuacji, gdy na smartfonach można mieć wszystko (od map po bilety lotnicze), a telefony nie grzeszą długowieczną baterią, powerbank przydawał się codziennie, również do naładowania aparatu, i zapewniał nam komfort psychiczny;
  • Kindle x2 – nie wyobrażam sobie naszej wyprawy bez Kindla, dzięki nim kilkunastogodzinne przejazdy pociagiem, godziny oczekiwań na samolot, długie wieczory w namiocie, mijały dużo szybciej i przyjemniej;
  • małe, nadmuchiwane poduszki turystyczne – traktowałam je jako zachciewajkę, ale znacząco podwyższały komfort spania w namiocie (co przy 8 tygodniach kempingowania miało spore znaczenie); poza tym przydawały się podobnie jak Kindle na lotniskach i w pociągach, kiedy bywało za chłodno, by spać na zwiniętej kurtce, bo kurtkę i wszystkie możliwe warstwy ubierało się na siebie;
  • klawiaturka na bluetooth – gdyby nie ona nie miałabym możliwości spisywać dziennika przez pierwszą połowę wyprawy; poszła w odstawkę, gdy kupiliśmy w Chinach laptopa, ale nosić ze sobą komputer od samego początku po Alasce i Kanadzie, kiedy jeszcze dużo chodziliśmy po górach, byłoby zbyt męczące;
  • okulary – niby oczywistość, ale nie jechaliśmy latem tylko jesienią i zimą, ale bez okularów byłoby trudno wytrzymać z odbijającym się od śniegu słońcem, w ogóle trudno byłoby wytrzymać. Dlatego, gdy na południu Chin autentycznie rozmokły mi okulary szybko kupiłam jakiekolwiek za kilkanaście złotych;
  • taśma klejąca – nie jest to coś, czego używaliśmy codziennie, ale gdy tylko pękł nam pałąk od namiotu prowizorycznie mogliśmy go skleić taśmą, dzięki czemu wciąż był funkcjonalny (i przetrwał do wymiany na gwarancję); gdy Michałowi pies zrobił dziurę w kurtce, też zakleiliśmy ją taśmą.

Najmniej przydatny ekwipunek:

  • 10 m sznurka – wzięliśmy go z myślą zawieszania plecaków na drzewie, jako profilaktyka przeciwniedźwiedziowa, ale wszędzie na Alasce i w Kanadzie, były albo specjalne metalowe skrzynki, albo przygotowane żerdzie już z linkami; sznurka użyliśmy zaledwie raz na Islandii i to do rozwieszenia prania;
  • rękawiczki – najbardziej zaskakujący dla mnie punkt obu list – mimo niskich temperatur “łapki”, które mam przy ciepłej bluzie wystarczyły mi do ogrzania rąk, a w grubych rękawiczkach nie byłam w stanie nic zrobić (np. pomóc zmienić obiektyw);
  • kominiarka – nie cierpię czapek i miała to być alternatywa do nakrycia głowy; nie użyłam jej ani razu ze względu na ciepłe i w zupełności wystarczające kaptury bluzy i kurtki (przez co mam teraz prawie wszystkie zdjęcia w niebieskim kapturze, trudno, było chłodno);
  • GPS turystyczny Garmin – użyliśmy go jedynie kilka razy w Kanadzie, wybierając zwykle mapy na telefonach, a powerbank stanowił zaplecze energetyczne, więc w ciągu 6 miesięcy telefon niespodziewanie rozładował nam się jeden jedyny raz (i to w Pradze, gdy już sobie trochę odpuściliśmy pilnowanie wszystkich możliwych szczegółów);
  • mapy papierowe – nie przydały się z tego samego powodu co GPS turystyczny, ale mieliśmy je w plecaku jako “plan B”, nie byliśmy pewni jak sprawa będzie wyglądała w Chinach.

Trudno apteczkę rozpatrywać w kategoriach przydatne czy nie przydatne, bo pakuje się ją na wszelki wypadek, a nie z myślą, że wszystko zużyjemy. Mieliśmy szczęście ani razu nie zatruć się pokarmowo, więc nie przydały się leki na wypadek biegunki. Zużyliśmy: gazy, Octenisept i kilka plastrów (to gdy Michał rozwalił sobie stopę na rowerze), jedno opakowanie amoksycyliny i leki antyhistaminowe z powodu couchsurferów, a raczej ich  kotów.

 

Książki

I na koniec bonus – lista wszystkich książek, które przeczytałam na wyjeździe. Korzystam z portalu lubimyczytac.pl (link do mojego profilu) i tam też od kilku lat oceniam przeczytane tytuły. Te ocenione na 7 polecam (są ok), te z 8 lub wyżej – bardzo polecam (są świetne):

1. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy – Wolff Kielich – 7
2. Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej – Michał Rusinek – 9
3. Sen powrotu – Piotr Strzeżysz – 8
4. Małe życie – Hanya Yanagihara – 8
5. Wszystko za życie – Jon Krakauer – 7
6. Rock*mann – Wojciech Mann – 8
7. Czarne oceany – Jacek Dukaj – 7
8. Wojna nie ma w sobie nic z kobiety – Swietłana Aleksijewicz – 7
9. Rok 1945. Wojna i pokój – Magdalena Grzebałkowska – 10
10. Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni – Flip Springer – 9
11. Białystok. Biała siła, czarna pamięć – Marcin Kącki – 8
12. Ballada o drobnym karciarzu – Lawrence Osborne – 6
13. Sycylijczyk – Mario Puzo – 6
14. Tajemna historia – Donna Tartt – 10
15. Ciemno prawie noc – Joanna Bator – 7
16. Smażone zielone pomidory – Fannie Flagg – 9
17. Tajemnica domu Helclów – Maryla Szymiczkowa – 8
18. Nielegalni – Vincent Severski – 7
19. Niewierni – Vincent Severski – 7
20. Nieśmiertelni – Vincent Severski – 7
21. Szum – Magdalena Tulli – 7
22. Włoskie szpilki – Magdalena Tulli – 6
23. Szkarłatny płatek i biały – Michel Faber – 8
24. Śniadanie mistrzów – Kurt Vonnegut – 8
25. Cesarz – Ryszard Kapuściński – 9
26. Pasterska korona  – Terry Pratchett – 6
27. Krótka historia siedmiu zabójstw – Marlon James – 6
28. Tortilla flat – John Steinbeck – 8
29. Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica i miłość – Jan Kaczkowski – 8

 

Dziękujemy wytrwałym czytelnikom!

Dziękujemy wytrwałym czytelnikom!

Print Friendly, PDF & Email

1 Comment

  1. Łukasz Łukasz
    7 February 2017    

    :P

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Archive

Subscribe

e-mail