or There and Back Again with photographs

Którędy na Kazbek? Cz. 1

naglowek

Zakładając, że kupiłeś już bilet do Gruzji w cenie połączenia pociągowego na trasie Poznań – Przemyśl i znalazłeś się w Tbilisi, pewnie teraz zastanawiasz się, co można zobaczyć w okolicy.

Rejon Mtskheta-Mtianeti, który rozciąga się od stolicy kraju aż po górskie rejony graniczące z Rosją, oferuje na pewno wiele, ale ja uparcie przejawiam predylekcję ku górom. A pobliski Kazbek (5047 m.n.p.m.) wydawał się być idealny do zaspokojenia górskich potrzeb.

Marszrutki jadące z Kutaisi zatrzymują się na Placu Puszkina (tuż obok baru Warszawa). Te jadące w kierunku Kazbegi startują zaś z dworca Didube. Drogę tę można pokonać na 2 sposoby – metrem lub taksówką (6 lari). Wybraliśmy tę drugą opcję, bo w międzyczasie chcieliśmy kupić mapę i kartusze z gazem. Obie rzeczy do nabycia w sklepie Geoland dokładnie naprzeciwko Public Service Hall. Wcześniej, jeszcze w Polsce weszliśmy w kontakt z właścicielami sklepu, żeby zarezerwować sobie duże kartusze z gazem, co miało nam oszczędzić problemów z szukaniem ich w stolicy. Zadowoleni weszliśmy do Geolandu tuż po otwarciu i oczywiście okazało się, że nikt o nas nie pamiętał, a dostępne są tylko małe kartusze. Wzięliśmy 4 małe sztuki wcale prędko, specjalnie nie wybrzydzając, bo już 20 minut po otwarciu i odwiedzinach kilku Niemców, nie było ani jednego kartusza w sklepie. Map na szczęście mieli pod dostatkiem.

Didube Tbilisi

Kantor na dworcu Didube

Pierwsze marszrutki do Kazbegi odjeżdżają rano, a ostatnie po południu GMT(Georgian Maybe Time). To chyba najdokładniejszy rozkład jazdy, jaki można zdobyć. Skorzystaliśmy z oferty dużej taksówki, której przewaga nad transportem publicznym jest taka, że możesz namówić kierowcę na kilka przystanków(pierwszy przystanek, drugi), podziwianie widoków i robienie zdjęć. Różnica oczywiście kryje się też w cenie – marszrutka 10 lari, taxi – 15 lari. Kazbegi (inaczej Stepantsminda) leży 1200 metrów wyżej niż stolica, co w końcowym odcinku podróży można było zauważyć po dość szybko spadającej temperaturze. Gdy dotarliśmy na miejsce, plażowe stroje przydatne w Tbilisi okryliśmy ciepłymi polarami i udaliśmy się na tradycyjne gruzińskie chinkali.

Gruzińskie rękodzieło

Stoisko z rękodziełem i tutejszymi przysmakami

Pierwszy etap to dojście do klasztoru Cminda Sameba. Z plecakami ważącymi 20-30 kg droga ta zajmuje przeciętnie 2 godziny. Dla leniwych jest też możliwość dotarcia tam taksówką za ok. 20 lari lub konno. Jest to urocze miejsce na nocleg, z dostępem do wody pitnej. Mieszają się tutaj wszystkie spragnione górskich wrażeń narodowości i krowy. Zasypialiśmy przy donośnych śpiewach Irańczyków z sąsiednich namiotów, a przebudziliśmy się w rytm ich poklaskiwań akompaniujących innej, spokojniejszej, porannej pieśni. Wyjrzałem szybko przed namiot, gdzie do przywitania dołączył przykryty śniegiem Kazbek.

Kazbegi

Spoglądając w doliny

Kolejny dzień to ok. 4 godziny drogi do obozu nad rzeką. Podejście jest tutaj niezbyt forsowne i spotkać można wiele osób, które nie wybierają się na szczyt, a tylko chcą poczuć bliskość góry i podejść najbliżej jak się da. Każdy idzie swoim tempem, ale wieczorem wszyscy wędrowcy spotykają się w tych samych obozach. Droga podzielona jest na kilka standardowych etapów. Podziału tego przestrzegają w zasadzie wszyscy, więc znajomości zawierane w pierwszych obozach towarzyszyć Ci będą do samego końca wyprawy. Drugi obóz zaowocował spotkaniem z sympatycznymi znajomymi po fachu – adeptami sztuk medycznych Pauliną i Tomkiem oraz ich znajomymi. Rozbiliśmy się w dole obozu, więc widok na Kazbek poprzedzała panorama innych namiotów. Dzięki temu podczas wpatrywania się namiętnie w masyw Kazbeku dominujący nad okolicą wypatrzyłem bluzy AZS uniwersytetu medycznego. To wystarczy, żeby rozpoznać kogoś interesującego. Góry + medycyna + czarna bluza. Lubię kolor czarny.
Wieczorem był czas na ćwiczenie różnych sytuacji kryzysowych na lodowcu. Pod wieczór okolicę okryły chmury, pozostało siedzieć w namiocie i poćwiczyć węzły przed wejściem na lodowiec następnego dnia.

Kazbek obóz drugi

Namioty rozbite po dwóch stronach rzeki

Następny odcinek to podejście do stacji meteo. Kolejne 4 godziny, zależnie od tempa i obciążenia, nie powinno to trwać więcej niż 5. Bez sprzętu lodowcowego da się podejść na naprawdę zadowalającą odległość. Jeśli warunki są sprzyjające dotarcie do stacji meteo na 3700 m.n.p.m. nie powinno sprawić problemów, mimo że po drodze trzeba przejść przez fragment lodowca. Kijki trekingowe, dobre buty i zdroworozsądkowa ostrożność wystarczą, by przejść ten fragment. Z obozu nad rzeką ścieżka wyrusza dość łagodnie w górę i dociera do podnóża lodowca. Najlepiej wejść na niego w miejscu, gdzie kończy się ścieżka i trzymając się lewej strony posuwać się w górę. Obchodzenie go ścieżką wśród skał po lewej stronie jest definitywnie pomysłem chybionym, na który zdarzyło nam się wpaść w drodze powrotnej. Z daleka skały wyglądają dużo stabilniej, lecz przy bliższym spotkaniu okazuje się, że tak naprawdę są to luźne kamienie leżące na grubej warstwie lodu. Za dużo kamieni na zakładanie raków, za dużo lodu na chodzenie bez nich.

Przez lodowiec zwykle biegnie wydeptana ścieżka w kierunku stacji, której należy się trzymać. Mniej więcej w połowie drogi zza chmur wyłoniła nam się stacja. Dla większości osób jest to miejsce noclegu przed atakiem szczytowym ale można również skierować się dalej szlakiem w kierunku szczytu. Spotkani już w pierwszym dniu wyprawy Ukraińcy, którzy tworzyli jedną z większych obecnych tam grup, wybrali właśnie nocleg z dala od stacji. Ich namioty mijaliśmy dopiero w dniu wchodzenia na szczyt. Okopani w śniegu rozbili się aż 3 godziny dalej w stronę wierzchołka, na plateau.

Print Friendly, PDF & Email

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Archive

Subscribe

e-mail