or There and Back Again with photographs

Kulisy organizacji chrztu w Hiszpanii, czyli pierwszy wyjazd we trójkę

Trzy lata szukaliśmy pretekstu, by wrócić do Malagi.  Korzystając z wymiany Erasmusa, spędziliśmy tam najlepszy rok naszych studiów, dlatego żywimy ogromny sentyment do tego imprezowego i turystycznego miasta. Gdy jeszcze byłam w ciąży Michał stwierdził: “a gdyby tak zorganizować w Maladze chrzest?’. Pomysł kontrowersyjny, dlatego musiał mnie nie mało przekonywać. Ustaliliśmy, że gdy z małym i ze mną wszystko będzie po porodzie w porządku, to wtedy dopiero weźmiemy się za kupowanie biletów lotniczych i rezerwowanie noclegów. I tak też zrobiliśmy.

Katedra w Maladze

Jak w ogóle organizuje się chrzest w obcym państwie? W naszym przypadku była to kwestia kilku maili i jednego skanu. Nawiązaliśmy kontakt z naszym koordynatorem Erasmusa, profesorem Pelaezem, który te trzy lata temu traktował nas bardzo po ojcowsku: zapraszał na paelle, zabrał na wycieczkę w góry, na koncerty chóru, w którym śpiewał. Nie tylko nas, ale wszystkich swoich podopiecznych z Polski. Obawiałam się, ze organizacja czegokolwiek z Hiszpanami może się ciągnąć i ciągnąć, ale ku mojemu zdziwieniu, profesor odpisał na drugi dzień, że już rozmawiał z proboszczem i wstępnie zarezerwował termin chrztu. Błyskawicznie to poszło. Wysłał nam też dokument, gdzie musieliśmy uzupełnić swoje dane, rodziców chrzestnych i naszych rodziców; odesłaliśmy skan mailem. Już na miejscu umówiliśmy się kilka dni przed chrztem z koordynatorem i kimś w rodzaju kościelnego, który zadziwiając nas swoją znajomością angielskiego wytłumaczył nam krok po kroku, jak wygląda ceremonia, co kto mówi, gdzie trzeba podejść i gdzie może stać fotograf. Pełna profeska. Z ciekawostek: hiszpański chrzest (bo też i msza była po hiszpańsku) nie różni się zbytnio od polskiego – zresztą, czemu miałby się bardzo różnić, w końcu to ten sam Kościół – jedynie zamiast białej szatki dziecko dostaje białą czapkę a świecę dostarcza kościół a nie chrzestny. Nasz syn skończył z dwiema świecami zarówno od ojca chrzestnego jak i z andaluzyjskiego kościoła, oraz z białą szatką ręcznie przyozdobioną przez matkę chrzestną i białą czapeczką. Na wypasie.

Malaga Benidorm Altea Alicante Andaluzja Hiszpania

Malownicze wybrzeże

Ceremonia była przepiękna, bo uświetniał ją śpiew chóru, do którego należy również nasz koordynator Erasmusa. Składał się z kilkudziesięciu osób i chyba wszyscy przyszli przywitać najmłodszego członka naszej rodziny, uściskać nas i wycałować. Byliśmy trochę oszołomieni tym zgiełkiem i ogromną dozą serdeczności z jaką nas przyjęto. Takie rzeczy to tylko na południu Hiszpanii. Żałowaliśmy, że nasi rodzice nie mogą brać w tym udziału, ale nie można mieć wszystkiego Natomiast spędziliśmy bardzo wartościowy czas z chrzestnymi, bo nie tylko w trakcie nasiadówy, ale przez cały długi weekend – to zresztą była jedna z motywacji, aby chrzest  zoorganizować w jakimś odległym, ciepłym miejscu. Wynajęliśmy apartament z trzema sypialniami na Airbnb i polowaliśmy na tańsze bilety do Malagi.  Apartament był bardzo przytulny a bilety w całkiem znośnych cenach, a to dlatego że celowaliśmy w terminy przed Semana Santa, czyli przed Wielkim Tygodniem, który w Hiszpanii wiąże się z codziennymi procesjami, paraliżem transportu w mieście, inwazją turystów i zawyżonymi cenami.

Malaga Benidorm Andaluzja Hiszpania

Trochę andaluzyjskiej architektury

Po chrzcie i pożegnaniu gości zostaliśmy jeszcze kilka dni w Maladze a potem wypożyczonym autem jeździliśmy półtora tygodnia po Andaluzji. Co się zmieniło w naszym podróżowaniu z dzieckiem? Wszystko i nic ;) Mały miał skończone 10 tygodni, gdy postawił stópki na pokładzie samolotu, a właściwie gdy został nań wniesiony. Pewnie, że się obawiałam, jak to zniesie on i my, ale zupełnie bezpodstawnie. Lot minął w ciszy, bo cały przespał, jedynie na start i lądowanie przykładałam go do piersi, co by wyrównać ciśnienie w uszach. Obserwując roczne brzdące nudzące się i brykające po pokładzie utwierdziliśmy się w przekonaniu, że taki maluszek jak nasz, jest jeszcze wyjątkowo prosty w obsłudze, kompaktowy i idealny do zabierania w podróż. Odpada też problem z jedzeniem – jestem w stanie nakarmić go w każdych warunkach (nawet nad przepaścią po drodze na Penyal d’Ifac, gdzie olbrzymie mewy czychały na moje dziecko), nie trzeba nic ogrzewać, sterylizować. Pierwszy problem pojawił się po załadowaniu się do wypożyczonego auta. Nasz zasypiający  dotychczas prawie że na widok samochodu syn, awanturował się strasznie w pierwszy dzień objazdówki. Gdzieś tak po pół godzinie zorientowaliśmy się, że słońce mu świeci prosto w pyzie, co faktycznie może irytować. Wychodzi nasze niedoświadczenie jako rodziców; w Polsce zimą nie ma za bardzo problemu ze świecący w oczy słońcem (a właściwie ze świecącym słońcem, kropka). Na szczęście zamontowana na oknie pielucha rozwiązała ten problem. Ciszę maskowaliśmy delikatnie uchylonymi oknami, co pomagało, ale tylko trochę. Mając przed oczami czarny scenariusz w postaci dziesięciu dni ryku, po naradzie wojennej stwierdziliśmy, że trudno, trzeba się dostosować i jeździć w godzinach drzemek. I już na drugi dzień w samochodzie zapanował względny spokój, którego byśmy nie docenili nie doświadczywszy wcześniej, czym jest płaczący w foteliku niemowlak.

Górskie drogi w Andaluzji. Głównie okupowane przez rowerzystów.

Z dziecięcych gratów wzięliśmy jedynie fotelik samochodowy. Linie lotnicze – nawet te tanie – po zakupie niemowlakowi biletu umożliwiają zapakowanie do dwóch dziecięcych dużych akcesoriów (fotelik, wózek, nosidełko). Nie braliśmy wózka i nie żałowaliśmy. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, kiedy nam go brakowało. Nosiliśmy synka w chuście; nosi głównie Michał, bo jest silniejszy, ja wytrzymuję z naszą kluską do dwóch godzin, potem mój kręgosłup już nie daje rady (uroki 85 percentyla wagi). Chusta jest naprawdę poręczna – dużo łatwiej ją spakować i przewieźć samochodem niż wózek. Przewijanie, higiena nie stanowiły wyzwania z wyjątkiem jednego apartamentu, gdzie w łazience był tylko prysznic, nie było wanny ani nawet małego brodzika. Wtedy do kabiny przytaszczyliśmy krzesło ogrodowe i wzięłam brzdąca na kolana – rozwiązanie doraźne, ale w zupełności wystarczające. Natomiast jeśli chodzi o spanie… No nie ma co liczyć, że na wakacjach z niemowlakiem człowiek sobie odeśpi. Nocne pobudki to póki co nasza codzienność, ale nie mogę za bardzo narzekać, bo ani to to kolek nie ma a i zdarzy się, że 6h ciągiem prześpi. Ale za to na wakacjach jest czas na rodzinne popołudniowe drzemki i nawet czasem się uda, że wszyscy są śpiący w podobnej porze, to już w ogóle jest słodko. Z maluchem na głowie nie mogliśmy szaleć nocą w klubach (a niech to!), ale za to nadrabialiśmy wieczorem zaległości książkowo-serialowo-filmowe. A i na tapas raz czy dwa się wybraliśmy.

Malaga Benidorm Altea Alicante Andaluzja Hiszpania

Na trasie pełnej niebezpieczeństw – widocznych w tle szybujących, wygłodniałych mew.

Z warunków noclegowych jesteśmy średnio zadowoleni, bo jak wspólnie ustaliliśmy było za… wygodnie. Na booking.com na bieżąco rezerwowaliśmy noclegi, zwykle małe mieszkanka z kuchnią, sypialnią i salonem za około 150zł/dobę. Zależało nam bardzo na własnej kuchni, bo gotowaliśmy sobie sami (uściślijmy – ja gotowałam). Biorąc pod uwagę, że spokojnie zmieściłyby się tam 4 dorosłe osoby ceny były naprawdę okazyjne; marzec to jeszcze niski sezon w Hiszpanii. Tak niski, że kilka razy mieliśmy wrażenie, że poza nami nie ma w ośrodku żadnych innych gości. Z jednej strony fajnie cicho, ale z drugiej czuliśmy się trochę nieswojo. Brakowało nam namiotu, kempingu, przygody, ale na pierwszym wyjeździe z takim małym dzieckiem nie chcieliśmy przeholować. Podobnie rzecz się miała z transportem. Wypożyczone auto to duży luksus i tęskno nam było do autostopu, couchsurfingu, czy choćby rowerów. I tak jak nie planujemy łapać stopa z niemowlakiem (choć myślę, że byłby dobrym “wabikiem”) to liczę na to, że w przyszłości uda nam się skorzystać z cudzej kanapy.

Malaga Benidorm Altea Alicante Andaluzja Hiszpania

Te łańcuchy to tylko taka atrapa, żeby nadać dramatyzmu zdjęciom

Przed wyjazdem słyszeliśmy nie raz i nie dwa “uu odważni jesteście, z takim małym dzieckiem jechać…”. Otóż, po 2,5 tygodnia w Andaluzji wcale nie uważamy, aby ten wyjazd wymagał od nas odwagi. To czego wymagał, to trochę więcej logistyki, elastyczności i samozaparcia. Mamy to szczęście, że nasz syn (odpukać) nie choruje, ma apetyt (oj ma) i dopóki rodzice są blisko, to ma się jak pączuś w maśle. Obawiałam się, czy częste zmiany miejsc nie będą na niego jakoś negatywnie wpływać, ale jak długo pilnowaliśmy rytmu dnia, to wszystko było w najlepszym porządku. Pokuszę się o stwierdzenie, że rodziny z małymi dziećmi wręcz powinny wyjeżdżać (o ile nie ma przeciwwskazań np. zdrowotnych), bo tak fajnego, rodzinnego czasu nie da się spędzić w domu. W domu każdy ma swoje zajęcia, obowiązki, robota wygląda zza rogu, a na wyjeździe jest się 24h/dobę ze sobą, aż do znudzenia. I to jest super. Zwłaszcza dla ojców, bo choćby nie wiem jak zaangażowany tata by nam się trafił (a mi się trafił), to jednak w tych pierwszych miesiącach główny ciężar opieki nad dzieckiem spoczywa na matce; a w plenerze tata może się wykazać i nawiązać jeszcze lepszą więź.  I tak teraz będę patrzeć na nasze wakacje krótsze czy dłuższe. Nie jak na okazję do odpoczynku, przynajmniej nie fizycznego, ale jako czas żeby się lepiej zgrać we trójkę, pobyć ze sobą. Wierzę, że to będzie procentować.

Malaga Benidorm Andaluzja Hiszpania

Print Friendly, PDF & Email

2 Comments

  1. Marcin Marcin
    3 May 2018    

    Opinię o wspólnym rodzinnym czasie jak najbardziej podzielam. A i z trochę starszymi dziećmi podróż nie jest takim problemem ;-) Nasz Maciek zakosztował couchsurfingu w wieku niecałych 5 miesięcy, a w nosidle miał okazję zaliczyć i górskie drogi z asekuracją łańcuchami – choć szczerze powiem, nie było to najwygodniejsze, bo inne ma się wyważenie z taką kluską… Teraz z Maćkiem 5,5 letnim oraz prawie 3-letnim Tomkiem jesteśmy w górach (w Dusznikach), gdzie nawet Tomek może całkiem trudną trasę ok 4 km przejść. O ile będzie tym zainteresowany!

    • Ania Ania
      4 May 2018    

      Szukaliśmy couchsurfingu w Maladze, ale nie znaleźliśmy niestety :( w takim razie już się cieszymy na wyprawy ze starszakiem.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Archive

Subscribe

e-mail