or There and Back Again with photographs

Shanghai, 24-milionowe miasto, gdzie ...

Dzień 88 Z naręczem mandarynek wsiedliśmy do mającego nas zawieźć do Szanghaju pociągu. Cały pociąg wypełniony, miejsca siedzące jak w TLK, ale trochę węższe, ustawione czwórkami lub szóstkami do siebie. Po środku stolik, na którym opierając głowy spędzimy większość z 16 godzin jazdy. Podobno przy Szanghaju Pekin to zakurzone imperialne miasto. Od pierwszych chwil Shanghai […]

Pekin – czerwona stolica aż sin...

Dzień 86 Tym razem noc spedziliśmy u couchsurferów, Legolasa i jego żony Catherine. Są Chińczykami, a te angielskie imiona wybrali sobie sami. Mieszkają w malutkiej, ale wysprzątanej na błysk kawalerce: z korytarza w bloku wchodzi się bezpośrednio do kuchni a z kuchni do większego pokoju pełniącego rolę sypialni, jadalni i salonu. Nam przypadła do spania […]

Pekin – czerwona stolica aż sin...

Pekin – czerwona stolica aż sina od smogu cz.1

Dzień 83 Zmiania stref czasowych wyciągnęła nas z łóżka o 5 nad ranem. Dzień upłynął nam głównie na walce z biurokracją. Chcieliśmy aktywować kartę na rowery, żeby na jednośladzie poruszać się po tym 20-milionowym mieście. Niestety okazało się, że nie mamy tyle juanów, aby wpłacić kaucję. Próbowaliśmy wypłacić pieniądze w bankomacie – transakcja odrzucona i […]

Od wujka Sama do towarzysza Mao

Od wujka Sama do towarzysza Mao

Dzień 79 Dziś nie robiliśmy nic, null, zero. Korzystając z “wolnej chaty” relaksowaliśmy się przed gazowym kominkiem, standardowo — ja z książką, Michał z kursem chińskiego, cyber security czy kryptografii (wcale a wcale nie brzmi to jak paranoja). Ten mój mąż umie zamówić kawę i targować się po chińsku, co więcej nam potrzeba? Skończyłam “Ciemno […]

Road trip – ogórkiem przez stan...

Road trip – ogórkiem przez stan Washington

Dzień 74 W końcu nadszedł ten dzień – ruszamy na najprawdziwszy amerykański “road trip” po stanie Washington! Mieliśmy wyjechać z samego rana, ale Ed jeszcze dopieszczał hippivana i upewniał się, że wszystko działa przed odjazdem. Upewniał się i upewniał, aż ostatecznie wyjechaliśmy około południa. Dziś do zrobienia zaledwie 150 km – chcieliśmy objechać najwyższą górę […]

Seattle, czyli jak klimat deszczowego...

Seattle, czyli jak klimat deszczowego miasta sprzyja kiełkowaniu idei

Dzień 71 Rozdział w Lonely Planet o stanie Washington zaczyna się tak: “There is no quintessential washingtonian. So banish that stereotypical image of a Prius-driving, latte-supping Seattleite from your mind”. Jest to trudne biorąc pod uwagę, że jeszcze nie widzieliśmy tyle, może nie Priusów, ale Tesli w jednym miejscu. Ponadto w Seattle znajdziemy największe zagęszczenie kawiarni […]

Portland w stanie Oregon — deszcz i h...

Portland w stanie Oregon — deszcz i hipsterzy

Dzień 66 Po egzotycznym noclegu w Homedale, gdzie nawet pan od kempingu pytał nas, jak to się stało, że się tutaj znaleźliśmy, wyruszyliśmy w kierunku Portland. Do Portland daleko, zwłaszcza, że unikamy dużych dróg, dlatego za dzisiejszy cel obraliśmy sobie Bend, już w stanie Oregon. Od kilku dni towarzyszy nam zapach bydła. W ogóle zrobiło […]

Idaho – kiedyś Dziki Zachód, te...

Idaho – kiedyś Dziki Zachód, teraz kraina ziemniaka

Dzień 60 Mija drugi miesiąc naszego szwendania się po Ameryce Północnej. Mamy się dobrze, raczej nie chorujemy, jemy przyzwoicie, wagi nie zmieniliśmy. Za domem tęsknimy okazjonalnie, zwłaszcza, gdy zimno pod namiotem. Raczej się nie kłócimy i nie marudzimy. Jeszcze dwa razy tyle przed nami. Średnia wieku kierowców, którzy przetransportowali nas z Missouli (Montana) do Salmon […]

Montana cz. 2. Ciąg dalszy amerykańsk...

Montana cz. 2. Ciąg dalszy amerykańskich doświadczeń nie tylko kulinarnych.

Dzień 56 Z Kalispell do Missouli zabraliśmy się z Robertem z Oklahomy. Jechaliśmy zdezelowanym, zapakowanym po sam dach samochodem. Robert twierdził, że przynajmniej mało pali, dlatego wybrał takiego grata, a nie swojego nowego pick-upa. Opowiadał o swoich indiańskich korzeniach. Ponoć Indianie, którzy nie zgodzili się zamknąć w rezerwatach, zostali zmuszeni do przeniesienia się do Oklahomy. […]

Montana – The Big Sky Country. ...

Montana – The Big Sky Country. Kontuzje, góry i pierogi.

Dzień 51 Michał kontuzjowany, więc dzień spędziliśmy raczej leniwie. Lance, tata-hippis, wraz z córkami spędził pół soboty wolontaryjnie remontując szlaki w górach. Shelley, jego żona, integrowała się z nami i przygotowywała dla wszystkich “dinner”, czyli późny obiad. Ich córki są niesamowite, zwłaszcza z tej starszej 13-letniej niezły badass. W przyszłości chce tworzyć kostiumy filmowe. Obecnie […]

Archive

Subscribe

e-mail