or There and Back Again with photographs

Toktogul w Kirgistanie – prawdziwa zima i długie spacery

Dzień 139

Nareszcie, słońce! Z tej okazji poszliśmy na długi spacer na okoliczną świętą górę Suleiman Too. Na powrocie czułam się coraz gorzej i wieczorem z wysoką gorączką wylądowałam pod kołdrą. Jakieś paskudne grypsko mnie dopadło, bo poza temperaturą wszystko mnie bolało, jakby mnie ktoś dzień wcześniej dotkliwie pobił. Poza tym, że zaczepili nas kolejni Kirgizi, którzy pracowali z Polakami w Niemczech albo w Norwegii, nic się nie działo. Ach, kupiliśmy jeszcze ser. I jest to wydarzenie dla nas znaczące, bo od dwóch miesięcy sera na oczy nie widzieliśmy (ani w Chinach, ani w Wietnamie), a że normalnie pałaszujemy go w dużych ilościach, zakup najzwyklejszego żółtego sera bardzo nas ucieszył. Jeszcze w temacie zakupów – tak szczęśliwie się złożyło, że zarówno od mojego brata/bratowej i od Michała brata/bratowej dostaliśmy bony na zakupy e-booków. Nasze wybory (no dobrze, głównie moje):

  1. Krótka historia siedmiu zabójstw” Jamesa Marlona

  2. Tortilla flat” Johna Steinbecka

  3. Pasterska korona” Terry’ego Pratchetta

  4. Ksiądz Paradoks” Magdaleny Grzebałkowskiej

  5. Życie na pełnej petardzie” ks Jana Kaczkowskiego

    Recenzje-wzmianki możliwe iż już nie długo!

Osz z góry.

Osz z góry.

Dzień 140

Dziś Sylwester. Zmagań z infekcją ciąg dalszy. Nie ruszam z łóżka, nie mam siły czytać, o pisaniu nawet nie wspomnę. Michał programuje, czyta (szczęściarz) i przynosi mi regularnie herbatę z cytryną i miodem (przydał się ten chiński miód, oj przydał). Próbowałam go wydelegować na oglądanie fajerwerków na rynek, ale nie dał się zmotywować do wyjścia na mróz. Akurat za wielkimi imprezami sylwestrowymi nie tęsknię – zwykle świętujemy Nowy Rok w górach w kameralnym gronie. A jutro trzeba będzie wstać o 6 nad ranem, żeby zdążyć na autobus do kolejnej miejscowości – Toktogul. Trochę się w tym Osz zasiedzieliśmy, czas się ruszyć.

Dzień 141

Na długo przed świtem w Nowy Rok wsiedliśmy w marszrutkę do Toktogul. 400 km – google maps pokazywało około 5 godzin. Jechaliśmy jakieś 8, a to dlatego, że pan kierowca robił długie postoje na fajeczkę, licząc najwyraźniej na większą ilość pasażerów. Początek trasy wyglądał bardzo znajomo – ośnieżone pola, topole wzdłuż drogi, krowy i konie na pastwiskach, nawet zabudowa podobna. Ale jak się przyjrzeć, to na budowlach sakralnych zamiast krzyża jest półksiężyc, a napisy – cyrylicą. Kirgizi mają własny język, podobny do Tureckiego, ale ze względu na duże wpływy rosyjskie zmuszeni zostali do zapisywania swojego języka rosyjskim alfabetem.

Trasa przepiękna. Dalej wiodła u stóp ośnieżonych szczytów, między którymi biegła szeroka jak fiord niebiesko-zielona rzeka. Sam Toktogul też położony jest bajecznie na brzegu granatowego jeziora w dolinie między wysokimi górami.

Jak to człowiek do wszystkiego potrafi się przyzwyczaić. Siedząc w autobusie i patrząc na migające za oknem krajobrazy przyjmowałam ten stan rzeczy jako normalny, niczym rutynowa jazda do pracy. No tak, znów się przemieszczamy, znów po innym kraju, znów pięknie za oknem. Trzeba mi było się uszczypnąć. „Hola, hola koleżanko, jaki normalny stan? Za miesiąc już cię tu nie będzie. Wiesz gdzie jest Kirgistan na mapie świata? Gdzieś w środku Azji, daleko od Polski!” Jeśli w trakcie tak krótkiej (umówmy się, pół roku to niewiele w skali życia) i jednak emocjonującej wyprawy można wpaść w pewnego rodzaju podróżniczą rutynę, to jakim ogromnym wysiłkiem będzie choćby próba wprowadzenia „carpe diem” do tej reszty naszego żywota, która nastąpi Potem?

Śpimy w pokojach gościnnych, które polecił nam hostel z Osz. Gdy przyszliśmy pytać o cenę, usłyszeliśmy, że kosztuje 650 somów (40 zł) za pokój ze śniadaniem. Brzmi super, bierzemy. Po powitalnym chlebie, powitalnej herbacie, po tym jak już zapłaciliśmy i rozłożyliśmy się w pokoju, pani przeliczyła sobie to i owo, i oznajmiła, że to 650 somów to jednak za jedną osobę. Niefajna zagrywka, zwłaszcza, że zmęczeni po podróży nie mieliśmy prawie żadnej motywacji, by się przenosić gdzie indziej. Wybraliśmy się na rekonesans po okolicy i znaleźliśmy tańszą i dużo lepszą opcję w hotelu, a nie u kogoś pokątnie w mieszkaniu. Jutro się przeniesiemy.

Toktogul.

Toktogul.

Dzień 142

Piękny zimowy dzień. Miasteczko, w którym śpimy jest malutkie – 15 tys. mieszkańców. Zdążyliśmy je obejść wzdłuż i wszerz. Mimo że ze względu na porę roku omijają nas takie atrakcje jak spanie w kirgiskiej jurcie czy konne wyprawy, myślimy, że miasteczko i okolica wygląda ładniej przykryte białym śniegiem. Mijaliśmy dzieciaki wylewające wodę, aby podrasować ślizgawkę (chociaż cały Toktogul to jedna wielka ślizgawka). Mijaliśmy konie grzebiące kopytkiem w śniegu, a raz to nas minęło stado baranów. Cicho i spokojnie.

W całym dużym hotelu jesteśmy jedynymi gośćmi. Poza nami kręcą się tutaj właściciele i ich remontowi pomocnicy. W salonie, gdzie jest najcieplej i gdzie ciągle jest włączony telewizor (gdy go wyłączyliśmy korzystając z nieobecności innych, pan Kirgiz-właściciel po powrocie pytał, czy coś się stało, że telewizor nie chodzi – nasze tłumaczenia, że po prostu nie oglądamy telewizji specjalnie do niego nie trafiały), oglądaliśmy dzisiaj kątem oka „Kevina samego w domu”. Okazuje się, że w Kirgistanie też co roku mają Kevina!

Skończyłam jeden z najnowszych nabytków „Pasterską koronę”, ostatnią część ukochanego przeze mnie Świata Dysku. Ponieważ, po pierwszą książkę z serii sięgnęłam w wieku lat 12, w skali życia dłużej Pratchetta czytałam, niż nie czytałam – jest to dla mnie koniec pewnej epoki. Emocje tym większe, że autor miał jeszcze mnóstwo wątków do pociągnięcia i książek do napisania; przeklęty Alzheimer. Jednak zupełnie na trzeźwo: „Pasterska korona” jest gorsza od ostatnich części, czuć w niej pisanie pod presją czasu i choroby. Akcja rozwija się w niej trochę zbyt szybko i jakby niedokładnie. Ale i tak nie wyobrażam sobie jak fan Świata Dysku miałby jej nie przeczytać, choćby po to, by ostatni raz USŁYSZEĆ Kosiarza, sprośną piosenkę nianii Ogg, czy góralskie zaciąganie Nac Mag Feegli (zastanawiam się, z jakim akcentem mówią w oryginale). Ech, przemijanie.

Meeee.

Meeee.

Dzień 143

Królewskie śniadanie przygotowano nam w naszym hotelu (całe 6 zł). Dostaliśmy nawet po kawałku noworocznego tortu (słodki i mocno sztuczny, ale to wciąż tort). Okazuje się, że tradycyjnie w Nowy Rok każdy wybiera się się z tym kolorowym i odświętnym ciastem w gości. To tłumaczy, dlaczego przed Sylwestrem na każdym rogu w Osz sprzedawano właśnie torty i szampana. A’propos alkoholu: odwiedziliśmy dzisiaj sklep osiedlowy,w którym można kupić pół litra wódki za 5 zł, to taniej niż daliśmy za śniadanie i prawie tyle co za litrowe mleko! W dodatku nie chodzi tu o pół litra najtańszej w sklepie wódki. W przedziale cenowym 5-10 zł mieści się większość asortymentu. Szaleństwo.

Gospodarz hotelu, z którym śniadaliśmy, opowiadał, że w czasach przyjaźni polsko-radzieckiej najpopularniejszym serialem w Kirgistanie był „Czterej pancerni i pies” i oczywiście każdy chciał być jak Janek. Ale teraz Polska i Rosja się już nie przyjaźnią. „A wy się dalej przyjaźnicie z Rosją?” pytamy. „W Kirgistanie tylko 6 mln ludzi, to mały kraj. My z wszystkimi druchy z Ruskimi, z Kitajcami, z Germanią i Polską też. Jesteśmy otwarci na wszystkich”.

Okolice Toktogul.

Okolice Toktogul.

Przesunęliśmy nasz powrót. Dużo się nad tym głowiliśmy, ale problem z kupowaniem biletów z rocznym wyprzedzeniem (a z takim kupiliśmy nasze) polega na tym, że trudno przewidzieć, czy coś się nie zmieni po drodze. Zaletą teoretycznie jest lepsza cena. W naszym przypadku pojawiła się możliwość jechania z rodzicami na narty do Francji w dniu powrotu z półrocza miodowego, czyli do wykonania, ale na wariata. A żal nie skorzystać, skoro mamy wolne, a z rodzicami nie widzieliśmy się pół roku. Do tego dobrze byłoby odebrać/złożyć odpowiednie papiery na staż i to niekoniecznie na kilka dni przed, a jeszcze dziekanat przypomina się, że musimy złożyć przysięgę Hipokratesa. No i warto byłoby zarejestrować się w Urzędzie pracy, kto wie, może jakiś bon przesiedleńczy wpadnie? Jak wrócimy wcześniej, to zaoszczędzamy środki, które wydajemy na pobyt Gdzieśtam, średnio 700 zł/tydzień. W związku z powyższym próbowaliśmy przebookować nasze bilety z 10.02 na początek miesiąca. Okazało się, że koszt zmiany daty jest większy niż nowy bilety… więc kupiliśmy nowe bilety, ale tym razem do Pragi, nie do Warszawy. Almaty-Praga 650zł/os. No i super! Nigdy nie byłam w stolicy Czech, więc bardzo się cieszę z takiego obrotu sprawy. A z Pragi do domu to już rzut beretem. To wszystko brzmi, jakbyśmy byli bardzo rozrzutni, tam nowe bilety lotnicze, tu kolejne, ale wierzę, że dużo na tym nie stracimy, baa, wręcz możemy zyskać i to nie tylko spokój ducha.

Toktogul z góry.

Toktogul z góry.

Dzień 144

Kolejny dzień w Toktogul, czyli na spokojnie: śnieg, góry, książka, zakamarki internetu. Michał już planuje, jak by tu zdobyć Pik Lenina przy południowej granicy Kirgistanu. To podobno najłatwiejszy siedmiotysięcznik. Na szczęście nie na tym wyjeździe, ale kiedyś w przyszłości. Zwłaszcza, że loty do Almatów tanie, a Kazachstan znosi wizy dla Polaków. Wieść niesie, że permanentnie, a nie tylko na czas trwania Expo.

W knajpie, gdzie przez ostatnie kilka dni chodzimy na obiady (w zasadzie to traktowani jesteśmy już jak stali klienci) wraz z nami siedziało kilku panów. Panowie, poza tym że siedzieli, od czasu do czasu polewali sobie do kieliszków przezroczysty płyn z butelki. Odwrotnie proporcjonalnie do zawartości butelki rosła ich ciekawość w stosunku do nas. W końcu zagadali i pytali, skąd my, jak, gdzie, na długo. Najbardziej interesowało ich czy i kiedy będziemy mieć dzieci. O potomstwo pytani jesteśmy tu na co drugim kroku. Jakoś nam się udało wydostać z knajpy, ale po obowiązkowym zdjęciu pamiątkowym. O mały włos nie załapałam się też na tańce. Było blisko.

Wódeczka już prawie pusta, więc panowie zaczęli mówić w języku uniwersalnym.

Wódeczka już prawie pusta, więc panowie zaczęli mówić w języku uniwersalnym.

Print Friendly

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Archive

Subscribe

e-mail