or There and Back Again with photographs

Wzdłuż Odry i Nysy – ciąg dalszy nastąpił

Druga połowa lipca, a ja tu o majówce, ale trasa rowerowa wzdłuż Odry i Nysy warta jest rozważenia również w kontekście urlopowym, czy później – wrześniowych studenckich wakacji. Dwa lata temu startowaliśmy z Jeleniej Góry i ze względu na pogodę skończyliśmy – ku naszemu nienasyceniu – w Kostrzynie nad Odrą. W tym roku zmieniliśmy kierunek; zaczęliśmy w niemieckim Löcknitz na północy a skończyliśmy w tym samym Kostrzynie.

Logistyka

Do Löcknitz można dojechać w 20 minut ze Szczecina pociagiem relacji Szczecin-Lubeka (Lubeka swoją drogą też jest potencjalnym ciekawym punktem startowym). 
Ruszaliśmy tuż po Świętach Wielkiej Nocy z Wałcza, również pociągiem, z przesiadką w stolicy zachodniopomorskiego. Ta stanowiła pewne wyzwanie; była nas dwójka dorosłych, jeden niespełna półtoraroczny bąbel, trzy sakwy i jedna spora przyczepka rowerowa. Wypakowywaliśmy się na raty, oczywiście przy akompaniamencie zniecierpliwionych posapywań innych podróżnych (przy wsiadaniu do kolejnego pociągu, pasażerowie się zmienili, ale akompaniament pozostał). W Löcknitz nocleg i na drugi dzień prawie-że-skoro-świt ruszyliśmy.

Kilka słów o przyczepce rowerowej. Zamiast kupować wypożyczyliśmy, o tutaj jednoosobową przyczepkę Thule. Mieszkającym w Poznaniu sklep polecam gorąco (nie, nie sponsorują wpisu, ale potraktowali nas bardzo fair, gdy zagubilismy fragment chorągiewki od przyczepki). Zakup to wydatek rzędu ponad 4 tysięcy, wypożyczenie na tydzień – niecałe 300 zł. Na miejscu można pożyczyć inne gadżety rowerowe, a także nosidełka turystyczne, jak ktoś wybiera sie w góry a nie chce jeszcze kupować swojego plecaka, bo nigdy nie wiesz, czy Twoje dziecko to jest z tych, co to wysiedzą w takim wynalazku, czy akurat nie.

Bagażem podzielilismy się według zasług, czyli Michał ciągnął przyczepkę z balastem (czyt. dzieckiem) i dwie 25-litrowe sakwy, ja miałam małą sakwę z prowiantem, który w wiekszości chyba składał się z bananów, wyciskanych owoców w tubce i chlebowych paluszków (była też woda i kanapki, żeby nie było). To fascynujące jak zmieniają się proporcje w bagażu w zależności od ilości członków rodziny. Na dwie sakwy jedna wypełniona była pampersami, chusteczkami nawilżonymi i ciuszkami dla małego, którego jeszcze nikt nie rozlicza z ilości spodni.  W drugą natomiast spakowaliśmy się oboje: po jednych spodniach i koszulce na zmianę, piżamka, bielizna, japonki, cienka kurtka puchowa i jeszcze cieńsza a’la goreteksowa przeciwdeszczowa, podstawowe kosmetyki w małych opakowaniach i dwa ręczniki turystyczne. Na trzy dni jazdy starczyło w zupełnosci.

Trasa

Trasa jest pięknie oznaczona, niesposób ją zgubić, nawet gdy wiedzie przez miasteczka i wije się nadbrzeżem. Przygotowana aż do znudzenia doskonale, chociaż mam poczucie, że w częście południowej, którą jechaliśmy dwa lata temu było więcej przygotowanych miejsc na postój i więcej drzew. Pogoda trafiła nam się aż za dobra, a im bliżej Kostrzyna tym cienia było jak na lekarstwo. Najmłodszy szybko zakumplował się z przyczepką, do tego stopnia, że w ostatni dzień na jej widok sam władował się do środka i nas popędzał, żebyśmy szybciej wyjechali. Rozkład dnia w jego wykonaniu wyglądał następująco (godziny orientacyjne):
– 6 rano pobudka, poranne figle, śniadanie, poganianie rodziców,
– 8 wyjazd,
– 8:30 pierwsza drzemka,
– o 10 przekąska w trakcie jazdy
– o 11 druga drzemka
– 12-13 awantury o dłuższy postój, hasanie po trawi/lesie, popas
-14 kolejna drzemka (serio)
– 15 dojeżdżamy do miejsca noclegowego, obiad, zabawy na świeżym powietrzu z rodzicami, którzy na zmianę ucinają sobie regeneracyjne drzemki,
– 20 awantury pod prysznicem i spanie

W sumie w trzy dni zrobilismy trochę ponad 200km i muszę przyznać, że wydolność mi mocno spadła w porównaniu do wypraw w latach wcześniejszych, bo mimo braku obciążenia więcej trudno byłoby mi przejechać.

Podsumowanie

Jest bardziej wymagająco, z wiadomych względów, ale wciąż przemieszczanie się rowerem pozostaje w top top naszych aktywności urlopowych. Pejzaże, zapachy, możliwość w miarę spokojnej rozmowy nawet w trakcie jazdy. No i widok umorusanego bąbla, który ekscytuje się patykami i mrówkami na postojach. Przed wyjazdem mieliśmy wątpliwości, czy to na pewno dobry pomysł ciągać syna na taki wyjazd, umorduje się, a my z nim. Ale jak się okazuje wysiłek fizyczny, bliskość natury, świeże powietrze służy wszystkim niezależnie od wieku. Wątpliwości rozwiane.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Archive

Subscribe

e-mail